sobota, 15 września 2018

"Alienista" - szkoda, że tylko jeden sezon...

Kolejny zwięzły i szybki miniserial Netflix, oparty na książce Caleba Carra "The Alienist". To zdecydowanie kryminał w którym występują dobrze dobrani aktorzy: Luke Evans, Dakota Fanning, oraz Daniel Bruhl, którzy świetnie wcielili się w swoje role. Bardzo dobrze opowiedziana historia, która aż prosi się o kolejny sezon. I tak też ma się stać, kolejna książka C. Carra będzie miała okazję zostać zekranizowana. Tym razem będzie to "The Angel of Darkness. 
Nowy Jork, koniec XIX wieku. W mieście grasuje seryjny morderca, który zabija w niezwykle brutalny sposób młodych, prostytuujących się chłopców. Komisarz policji Roosevelt korzysta z pomocy swojego przyjaciela Laszlo Kreislera, psychiatry, który pomaga w opracowaniu portretu psychologicznego oraz rysownika Johna Moore'a mającego pomagać na miejscu zbrodni. Do zespołu przyłącza się sekretarka Roosvelta, Sara, pierwsza kobieta zatrudniona w nowojorskiej policji oraz bracia Isaacsonowie, policjanci - patolodzy.
Z początku trop wiedzie do wyższych sfer miasta, dlatego zespół napotyka na opór ze strony kolegów z policji, opłacanych przez możnych tego miasta. I tak naprawdę akcja zamiast zmierzać do celu, coraz bardziej się gmatwa, bo różni ludzie, mniej lub bardziej skorumpowani upatrują nadziei w tym, by śledztwo utknęło w martwym punkcie. 
Wiodący prym w filmie psychiatra dr Kreisler to ktoś, kto próbuje dzięki psychologii i za pomocą jej narzędzi znaleźć mordercę dzieci. Niekonwencjonalne metody działania spotykają się z niezadowoleniem zwierzchników, ale i niezrozumieniem zwykłych ludzi, dla których doktor przekracza granicę normalności. I właśnie ta umiejętność doktora sprawi, że ten serial chce się oglądać dalej, a także przenikliwość i wnikliwość pozostałych bohaterów. 
"Alienista" to nie tylko serial kryminalny, jest to również podróż w dusze bohaterów. Im głębiej wchodzimy w fabułę, tym bardziej akcja zaczyna dotykać ich samych, ich własnych leków, porażek za które zapłacili, grzechów, które za sobą ciągną przez lata.
Naprawdę warto go obejrzeć. 
Ciekawa jestem sezonu drugiego.

Moja ocena
 9/10

niedziela, 9 września 2018

"Wind River" film naprawdę godny polecenia...

"Wind River" to opowieść utrzymana w skandynawskich klimatach, choć akcja filmu rozgrywa się na terenie stanu Wyoming Wind River jednym z największych rezerwatów Indian w Stanach Zjednoczonych. Tu właśnie pracuje lokalny tropiciel Cory, w roli tej Jeremy Renner. Ziemia na której znajduje się ów rezerwat nazwana jest ziemią przeklętą, a to dlatego, że na każdym kroku da się odczuć iż, tutaj żywioły z człowiekiem wygrywają. Duże terytorium, kapryśna pogoda, gruba warstwa śniegu, a niska temperatura skutecznie zamraża wszelkie odruchy sprawiedliwości. Człowiek wobec tej białej kartki, która rozlewa się na ekranie jest niczym płatek śniegu, odczuwalna jest wyższość przyrody. 
Do tego dochodzi jeszcze obraz życia rdzennych amerykanów, pokazany jest raczej upadek ich kultury, nie chroni się tutaj tradycji, nie rozpowszechnia się już jej, tylko konserwuje. Przez cały film reżyser podkreśla w sposób wyraźny silne więzi rodzinne, przede wszystkim między dziećmi i rodzicami. W pewnym momencie da się odczytać, że rodzice nie mają już komu przekazywać tradycji, bo ich dzieci zajęły się innymi zajęciami, które niekoniecznie pokrywają się z życiem Indian zamieszkujących te ziemie. Alkohol, narkotyki, marazm i brak perspektyw zrobił swoją robotę.
Tak naprawdę, film ten jest historią o morderstwie, o dokonanym zbiorowym gwałcie na niewinnej dziewczynie, która uciekając przebyła 10 km na boso, w mrozie, który zamraża płuca i doprowadza do śmierci przez wykrwawienie się. Zwłoki jej przez przypadek znajduje Cory, który ze względu na swoje doświadczenie i niebywałe umiejętności tropiciela pomaga oddelegowanej agentce FBI, w roli tej widzimy jedną z sióstr bliźniaczek Olsen, która tutaj całkiem nieźle sobie poradziła. W trakcie dowiadujemy się, że Cory również stracił swoją córkę, która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, a zgwałcona dziewczyna byłą jej najlepszą przyjaciółką. Można odnieść wrażenie, że to właśnie kieruje Corym, który za wszelką cenę chce pomóc w odnalezieniu, jak się okazuje nie sprawcy, a sprawców. Przeciwwaga, którą rozdzielono pomiędzy bohaterów, sprawia, że w swoich rolach wypadają bardzo przekonująco. On - doświadczony, twardy, po przejściach, ona - naiwna, niedoświadczona.
Naprawdę dobry film, prosty, ale ma to "coś", na pewno oddziałuje i porusza, bez wielkich dialogów, niesamowitych zwrotów akcji, czy oceniania wyborów bohaterów.
Dopełnieniem tego wszystkie są przepiękne zdjęcia zaśnieżonych terenów filmowego "Wind River" oraz muzyka skomponowana przez Nick'a Cave'a.

Moja ocena
 9/10

sobota, 12 maja 2018

Polskie Dobre Kino "Najlepszy"

Zdecydowanie jestem sceptycznie nastawiona do polskiej kinematografii. Jest kilka naprawdę świetnych filmów, a potem długo, długo nic i bardzo wiele komedii romantycznych. Dlatego rzadko chodzę do kina na polskie filmy, chyba że film niesie ze sobą jakieś przesłanie. Na mojej liście do obejrzenia jest parę i naszych produkcji. Pierwszy wybrany przeze mnie to film "Najlepszy", wyreżyserowany przez Łukasza Palkowskiego. Samo nazwisko niewiele mówi, ale jest to reżyser, który ma na swoim koncie wiele kinowych hitów, jak na przykład: "Rezerwat", "Bogowie", "Wojna żeńsko-męska", a także seriale: "Belfer", "Diagnoza", "39 i pół".
Film "Najlepszy" jest biografią, opartą na faktach historią o wielkim sportowcu, którego niewiele osób kojarzy, a który w latach 90 tych dokonał niemożliwego. A mianowicie 3 września 1990 roku wziął udział w Double Iron Triathlon (podwójny Ironman) w Huntsville zajmując 1 miejsce. Pokonał dystans, który składał się z: 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu. Czas jaki osiągnął to 24 godziny, 47 minut i 46 sekund, coś niesamowitego i wydaje się niemożliwego dla człowieka. Zawody te są uważane za najbardziej prestiżowe wśród zawodów triatlonowych organizowanych na świecie, niewątpliwie też są najbardziej wymagające, ponieważ zawodnicy uczestniczący z nich muszą posiadać nadludzkie moce, żeby go ukończyć, a co dopiero wygrać.
Bohater naszego filmu nie miał ani łatwego życia, ani też łatwym człowiekiem nie był. Jednak dzięki swojemu uporowi i hardości, która niejednokrotnie pakowała go w kłopoty, pokonał swoje demony i wstąpił na ścieżkę normalnego życia. Droga do sportowego sukcesu Jerzego Górskiego była trudna i wyboista. W latach 1966-1982 był człowiekiem uzależnionym od narkotyków, kilkakrotnie również przebywał w więzieniu, był wrakiem człowieka. Jego przemiana zaczęła się w 1984 roku w Monarze. W ciągu sześciu lat intensywnego treningu pod okiem wielu ludzi, którzy stanęli na jego drodze, osiągnął poziom sportowy pozwalający mu na udział w światowych zawodach. 
Obecnie Jerzy Górski jest członkiem Polskiego Związku Triathlonu, prezesem Centrum Sportowego "Głogowski Triathlon" i organizatorem wielu zawodów triathlonowych oraz biegów. W 1990 roku otrzymał brązowy Medal za Wybitne Osiągnięcia Sportowe, natomiast w 1996 roku otrzymał przyznawany przez Przegląd Sportowy i Urząd Kultury Fizycznej i Turystyki tytuł Olimpionika.
Dla wielu może być na pewno wzorem do naśladowania i wielkim autorytetem. Jego postawa pokazuje, że nie ma ludzi przegranych, chyba że ten ktoś sam postawił na sobie krzyżyk. Oczywiście zawsze musi być jednak ktoś, kto poda rękę i pomoże. I w tym przypadku tacy ludzie się znaleźli.
Jeśli chodzi o sam film, dobrze się go ogląda, dialogi nie przytłaczają, tempo jest sprawne, historia sama się pisze. Główną rolę gra Jakub Gierszał, młody aktor, który zasłynął rolą w "Sali samobójców". Pokazuje tutaj naprawdę wysoki poziom swoich umiejętności. Reszta aktorów również nie odstaje. 
Jest to jeden z tych filmów, które warto obejrzeć nie tylko dlatego, że niesie ze sobą przesłanie, lecz dlatego, że opowiada ludzką prawdę, której w dzisiejszym świecie jest mało.
Z czystym sumieniem mogę go polecić.

Moja ocena
 9/10